Wierszyki o jesieni

Wierszyki o jesieni

Odlatują ptaki

Liść pożółkły spada z drzewa
chłodny wietrzyk wieje
chór ptaszęcy już nie śpiewa
ścichły lasy, knieje.

Słonko bladsze rankiem wstaje
na niebieskie szlaki.
Posmutniały nasze gaje -
- odlatują ptaki.

Już gromadką mkną bociany
w niebieskie przestworze.
Lecą kędyś w kraj nieznany
za dziesiąte morze.

Puste gniazda zostawiły
nad wieśniaczą strzechą.
Ich znajomy klekot miły
niesie z wiatrem echo.

Październik

Październik chodził drogą
w wyrudziałym kaftanie,
drzewom włosy malował
jesiennymi farbami.

Dobierał im kolory
odpowiednio twarzowe
jaskrawo-żółte klonom
osikom - malinowe.

Wystroił je paradnie
ale w tym cały kłopot,
że im wkrótce rozkradnie
wszystkie barwy listopad.

Odlot bocianów

Mówi bocian do bociana:
- Jutro lecę, proszę pana.
- I ja także. Lecz wrócimy
gdy stopnieją śniegi zimy.

Wiatr mnie niesie

Wietrzyk? – wieje.
Deszczyk? – pada.
A śnieg? – prószy.

Krawiec palto,
a szewc buty
pięknie uszył.

Co mi wietrzyk,
deszcz i śniegi...
Idę śmiało!

Wiatr mnie niesie
w deszcz – srebrzyście
przez śnieg – biało!

O dębie, co żołędzie rozdawał

Przyszła pod dąb wiewiórka:
- Dębie, dębie mocarny,
daj żołędzie do spiżarni. –
I dąb dał.

Przyszedł do dębu borsuk:
- Dębie, dębie mój miły,
już żołędzie mi się śniły.
Daj żołędzi!
I dąb dał.

Przyszła do dębu myszka:
- Dębie, dębie znajomku,
daj żołędzi do domku! –
I dąb dał.

Przyszły do dębu świnki:
- Dębie, dębie bogaczu,
świnki z głodu aż płaczą.
Daj żołędzi! –
I dąb dał.

Przyszła do dębu babcia:
- Dębie, dębie łaskawy,
daj żołędzi na kawę. –
I dąb dał.

Chociaż dawał niemało,
jeszcze pięć mu zostało!
A te w ziemi się skryły,
by z nich nowe dęby były

Bukieciki

Posypały się listeczki dookoła,
to już jesień te listeczki
z wiatrem woła:

Opadnijcie moje złote i czerwone,
jestem jesień przyszłam tutaj,
w waszą stronę.

Lecą listki, lecą z klonu i kasztana.
Będą z listków bukieciki
złote dla nas.

Nazbieramy, nastawiamy na stoliku
tych jesiennych, tych pachnących
bukiecików.

Stary zegar od pradziada

Wicher wieje, deszcz zacina,
jesień, jesień już!
Świerka świerszczyk zza komina,
naszej chatki stróż.
Świerka świerszczyk co wieczora
i nagania nas:
- Spać już, dzieci, spać już pora,
wielki na was czas!
- Mój świerszczyku, bądźże cicho,
nie dokuczaj nam...
To uparte jakieś licho,
śpijże sobie sam!
A my komin obsiądziemy
dokolutka wnet,
Słuchać będziem tego dziadka,
co był w świecie – het!
Siwy dziadek wiąże sieci,
prawi nam – aż strach!
Aż tu wicher wskroś zamieci
bije o nasz dach!
Dziadek dziwy przypomina,
prędko płynie czas;
Próżno świerszczyk zza komina
do snu woła nas!

W lesie

Zawitał nam dzionek
i pogodny czas,
pójdziemy, pójdziemy
na jagody w las.
Na jagody, na maliny,
na czerniawe te jeżyny.
Pójdziem, pójdziem w las!
A ty ciemny lesie,
a ty lesie nasz!
A skądże ty tyle
tych jagódek masz?
I poziomki, i maliny,
i czernice, i jeżyny,
a skądże je masz?
Uderzyły deszcze,
przyszło słonko wraz;
zarodziła ziemia
w dobry błogi czas:
te jagody, te maliny,
te czernice, te jeżyny,
w dobry, błogi czas.